Jak wiecie z moich poprzednich wpisów do ultramaratonu przygotowywałem się przez kilka miesięcy. I muszę przyznać, że treningi te były bardzo przyjemne. Czasem jedynie brak czasu wywoływał frustrację z nieodbytego treningu. Same natomiast ćwiczenia dawały mi wiele przyjemności i radości, a najmilej wspominam nasze spacerko-rowerki z synem, kiedy on pedałował, a ja biegłem. Dzięki nim miałem nie tylko satysfakcję z samego treningu, ale również radość z pogłębiania naszej wspólnej więzi, z robienie czegoś wspólnie, rodzinnie.

Sama kondycja fizyczna to jednak nie wszystko. Na sukces przebiegnięcia ultramaratonu złożyło się w moim przypadku wsparcie, jakie  otrzymałem z czterech różnych źródeł. Pierwsze z nich otrzymałem od mojego wyjątkowego i głównego Przewodnika życiowego – czyli Boga. Czytając w piątek, dzień przed biegiem, Księgę Przysłów natrafiłem na fragment:

„Zaufaj Panu całym sercem, a nie polegaj na swej umiejętności.” (Księga Przysłów rozdział 3 wers 5)

Słowa te dały mi takiego motywacyjnego kopniaka, że nic więcej się nie liczyło. Generalnie cała Księga Przysłów (którą niedawno rozpocząłem czytać) ma wiele takich bogactw, słów i myśli motywujących bądź skłaniających do refleksji, ale akurat te słowa, w tym konkretnym dniu były dla mnie niezwykłe. Wierzyłem w przesłanie, które z sobą niosły i było to dla mnie niewiarygodne: że na tym etapie, w tej właśnie chwili Bóg do mnie przemówił, ofiarując mi wsparcie pełne siły i mocy.


Kolejne źródło, które dało mi mega wsparcie, to metoda Jeffa Gallowaya, która jest metodą bardzo prostą, ale wymaga systematyczności i podążania nią od samego początku. Można ją ewentualnie porzucić na ostatnim odcinku, gdy do mety nie zostało więcej niż 10% trasy. A na czym polega sama metoda? Otóż podczas biegu robimy przerwy na marsz, można zatem powiedzieć, że jest to metoda marszo-biegowa. Tym samym podczas ultramaratonu, którego nie przebiega się w całości, jest to świetna metoda pozwalająca na regenerację. Gallowey w ogóle twierdzi, że ciało człowieka nie jest przyzwyczajone do ciągłego biegu, nasze organizmy nie potrafią poradzić sobie ze zbyt długimi dystansami cały czas biegnąc. Stąd jego metoda: 3 minuty biegu i 1 minuta marszu. Taki system akurat ja obrałem, ale można to spokojnie modyfikować np. 2 minuty biegu i 1 minuta marszu. Zastosowanie tego systemu daje nam gwarancję, że na samym końcu będziemy mieli jeszcze siłę. I przyznaję: sprawdziło się.

Rozpoczynając bieg, zacząłem od razu tę metodę wprowadzać. Miałem włączony zegarek z interwałami biegu 3 na 1 i do samego końca to utrzymywałem. Oczywiście przy podbiegach szedłem. Nie oszukujmy się, bieg górski jest specyficznym biegiem i tutaj ta metoda chwilami się wysypuje, w tym sensie, że więcej się idzie niż planowało się biec. Za to przy zbiegach i na równym terenie jak najbardziej znów wracałem w rytm Galloweya.

Trzecie wsparcie otrzymałem od osoby, która jest dla mnie przewodnikiem w ultramoaratonach. To Marcin, mój prezes, który powiedział mi jedną rzecz:  „Marcin na początku nie szarżuj, spokojnie”. Biorąc to sobie do serca od początku starałem się utrzymywać tempo ok. 7,5 minuty na kilometr, dzięki czemu mój  plus nie przekraczał 130 – 140 uderzeń na minutę, a tętno miałem bardzo spokojne. Kiedy momentami dochodziłem do 150 uderzeń na minutę, od razu zwalniałem. Oszczędzałem siły, by wytrwać do samego końca.

Dziś mogę powiedzieć, że dzięki wsparciu Boga i tych dwóch osób dałem radę i udało mi się ukończyć bieg. Ale muszę też przyznać, że były momenty załamania. 55 kilometr – ściana w postaci mocnego przechyłu totalnie zniszczyła moją energię. 65 kilometr – trawers w słońcu, w nieznośnym upale nadwyrężył mi ogromnie moją motywację do walki. Przyznaję, że ten moment w słońcu był najgorszy. Taki moment słabości, w którym pojawiło się  pytanie: „po co to?” Najgorsze pytanie, którego nigdy nie powinno się stawiać. I w tym miejscu muszę wspomnieć o czwartym źródle mojej siły, która pomogła mi bieg ukończyć. Jestem nim ja sam. I tak, jestem dumny sam z siebie, że podjąłem wyzwanie, a w chwili słabości potrafiłem przestawić swój umysł i nie ulec, nie poddać się.

Podczas biegu doszedłem do wniosku, że skoro każdy mój krok to ból (spowodowany m.in. tym, że miałem totalnie nieprzygotowane buty pod ultramaraton, buty miejskie, które zniszczyły mi stopy już na 50 kilometrze: odciski, które cholernie bolały i sprawiały, że każdy, najmniejszy kamyczek odczuwałem bardzo boleśnie), to jeśli zacznę biec, no dobra raczej: truchtać, to skrócę sobie czas cierpienia. Zatem zacząłem na powrót biec metodą Gallowaya 3 na 1 i za każde 3 minuty biegu dziękowałem Bogu. Odzyskałem wiarę, że mogę biec dalej, że dam radę, a to że boli? Trudno, musi, gdyby nie bolało, każdy by przebiegł ultramaraton.

I na samym końcu, gdy do mety pozostało jakieś 12 km okazało się, jak pomocny był Gallowey. Wróciła pełna moc i miałem tyle energii, że wyprzedzałem ludzi, którzy dziwili się skąd we mnie tyle siły na koniec. Do mety przybiegłem z uśmiechem, radością i jeszcze 10 procentowym zapasem sił! Tak, mógłbym biec dalej! Nie zrobiłem ostatniego kroku i nie padłem mówiąc: „nigdy więcej” lecz przebiegłem, uśmiechnąłem się, podziękowałem Bogu i powiedziałem: „mogę więcej”.

Jednym słowem: dałem radę. I chyba największa radość z tego wszystkiego to była ta, że uczciwie mogę powiedzieć iż byłem dobrze przygotowany i fizycznie i umysłowo. W chwili słabości bowiem nie poddałem się, ale walczyłem do samego końca.  I tak jak jestem dumny z siebie, tak też jestem mega wdzięczny wszystkim, którzy okazali mi swoje wsparcie. Mojej rodzinie. Żonie, która motywowała mnie do treningów, wspierała, dopytywała, ale też i martwiła się o mnie i wspierała swoją modlitwą: Dziękuję Ci kochanie! Dzieciom, które cieszyły się z mojego uczestnictwa w tym biegu i które gorąco mi kibicowały. Synowi, który ze mną trenował. Wszystkim moim bliskim, przyjaciołom, znajomym, którzy wspierali i martwili się o mnie. Tym, którzy dodawali otuchy dobrym słowem, którzy byli ze mną na trasie swoimi ciepłymi myślami – dziękuję.

 

Miłego!

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *